Filmy/Obejrzane

Zabójstwo czy wskrzeszenie? (Zabójczyni, reż. Hou Hsiao-hsien)

Od przypadku do przypadku zdarza mi się zajrzeć na salę kinową. Czasami mam po prostu ochotę poczuć się kulturalnym chłopcem, a kino to akurat najtańsza z dogodnych opcji. Są jeszcze oczywiście wystawy w świątyniach zepsucia, co to niby sztuką się zajmują, nowoczesną, współczesną itp. Często nawet całkowicie za darmo, ale tu pojawia się inny problem – aby obejrzeć taką wystawę należy chodzić, a mnie nie zawsze się chce! Ostatnio mi się nie chciało, a głód kultury ssał bezlitośnie. Ten stan zupełnie mi się nie podobał – było mi smutno i źle! Danio okazało się za słabą bronią, budyń też nie pomagał… Postanowiłem sięgnąć po radykalne środki i wynająłem zabójcę, którego postawiłem przed zadaniem unicestwienia głoda (całkiem sporego!). Właściwie, była to zabójczyni.

Polski plakat "Zabójczyni", facebook.com/GutekFilm

Polski plakat „Zabójczyni”, facebook.com/GutekFilm

Do Zabójczyni Hou Hsiao-hsiena skłoniła mnie po części Złota Palma za reżyserię na festiwalu w Cannes, po części jakieś dziwne ciągoty do tego gatunku (to chyba znowu głód, bo dawno nic podobnego nie oglądałem). Researchu nie poczyniłem właściwie żadnego. Zobaczyłem plakat gdzieś na mieście i mówię sobie – idę. Słowa dotrzymałem. Bez żadnych wstępnych założeń zasiadłem w sali kinowej i zanurzyłem się w świat Zabójczyni. Czy jest to ciekawy świat? I tak, i nie. Zależy od tego, na jakie elementy położyć nacisk. Ci, który liczą na tempo akcji utrzymane na wysokim poziomie, będą raczej zawiedzeni. Lubujący się w intrygach gmatwanych powoli i rozwiązywanych jeszcze wolniej (lub wcale), mogą poczuć się usatysfakcjonowani. Zaręczam, że ten film naprawdę potrafi wciągnąć widza, trzeba jedynie uważnie go obserwować. Nawet małe rozkojarzenie może spowodować, że kompletnie pogubimy się w fabule, która i tak momentami wydaje się nie do końca jasna.

W moim przypadku wyglądało to następująco: od samego początku zorientowałem się, że nie będzie to wuxia a la Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok. Coś mi tutaj nie pasowało – atmosfera jakaś dziwnie duszna, plenery bardziej realne niż fantastyczno-bajeczne, muzyka dosyć niepokojąca, a jej wykorzystanie raczej niewielkie. Zresztą wydaje się, że Zabójczyni w całości zbudowana jest na ograniczeniu, wycofaniu i niedopowiedzeniach. Film nie absorbuje widza poprzez karmienie go dosłownością, stara się raczej pozostać niedostępny i zamknięty, lub – mówiąc ściślej – przymknięty. Żeby poczuć jego klimat i rzeczywiście wciągnąć się w prezentowaną historię, musimy wytężyć mięśnie naszego oka i zajrzeć, pod różnymi kątami, przez te uchylone drzwi. Wpierw zobaczymy raczej nieciekawe rzeczy, ale w ich cieniu ukryte są prawdziwe smaczki. Trzeba tylko po nie sięgnąć, a to wymaga podjęcia odrobiny wysiłku.

Postacie Hou Hsiao-hsiena idealnie wpisują się w atmosferę całego filmu. Z pozoru są niezwykle wystudzone emocjonalnie (są wyjątki), lecz ten zewnętrzny chłód jest tylko drzemką wulkanu, który nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Rzucenie na niego okiem to zdecydowanie za mało. Rozsądniejsza jest inna strategia – baczne obserwowanie nawet najsłabszych oznak wulkanicznej aktywności. Polecam traktować bohaterów Zabójczyni właśnie w ten sposób, w przeciwnym razie przyjemność z oglądania tego filmu może być dosyć marna. Dokładnie na tym winien polegać wkład samego widza – nie dostając histerycznych okrzyków w stylu „kocham cię, o luby”, zostaje on zmuszony do tego, aby wietrzyć nawet te uczucia, w których definicję wpisana jest ponadprzeciętna intensywność (ona rzeczywiście jest, lecz ukryta). Wydaje się, że najbardziej pożądaną sytuacją jest ta, kiedy odbiorca filmu nie zadowala się drogą na skróty, tj. określeniem postaci mianem beznamiętnej, lecz stara się przeczuwać jej zawoalowane emocje. Ludzkie ciało, w którym są uwięzione te uczuciowe pokłady, stanowi nieprzekraczalną granicę tylko na prostym poziomie fizycznym. Nie wolno nam na nim poprzestawać oraz godzić się ze stwierdzeniem, że nie mamy dostępu do wewnętrznego pejzażu osobowości zaprezentowanych w filmie. Musimy po prostu dokonać mentalnego włamania! W znaczeniu materialnym wspomniana wcześniej granica pozostaje nienaruszona (nikomu przecież krzywdy robić nie chcemy), lecz symbolicznie potrafimy ją przekroczyć i dojrzeć prawdziwą tragedię bohaterów. Choć ich zewnętrzne niewzruszenie przeczy istnieniu jakiejkolwiek tragedii, to nie powinniśmy dać się oszukać, bo za twardym i zimnym zboczem wulkanu toczą się gorączkowe sceny spektaklu lawy. Ostrzegam, że jeżeli pożałujecie swojej głowy na rozbicie tego muru, to Zabójczyni może Was skutecznie unicestwić śmiertelnym ostrzem nudy. Uważne śledzenie filmu, połączone z pewną dozą wrażliwości, umożliwia umiejętne odczytywanie z poczynań poszczególnych postaci, które dokonuje się nie wprost, lecz między wierszami. W efekcie mentalny włam zostaje odwzajemniony, a odłamki emocjonalnego świata bohaterów przenikają do naszego wnętrza i odciskają na nim swoje piętno. Jeżeli gdzieś w środku coś Wami poruszy, lub zaszarpie, to znak, że nie daliście się oszukać! Szczególnie duże pokłady dramatyzmu można znaleźć w dwóch postaciach –  tytułowej zabójczyni oraz przeznaczonej dla niej ofierze. Pośród całego wachlarza bohaterów, tylko ta dwójka pozwoli sobie na momenty „słabości”, tj. uzewnętrznienie swoich uczuć w doskonale widoczny sposób.

Zabójczyni jest odważnym wyzwaniem, rzuconym konwencji filmów wuxia. Wydawać by się mogło, że gatunek ten jest: raz – bardzo określony, dwa – mocno wytarty. Najnowszy film Hou Hsiao-hsiena każe jednak postawić znaki zapytania przy obu wymienionych stwierdzeniach. Jeżeli porównamy ten obraz do dzieł zaproponowanych przez innych reżyserów, to nie znajdziemy wielu cech wspólnych w kontekście prowadzenia narracji i budowania postaci. Z drugiej strony, fabuła Zabójczyni nie pozostawia przecież żadnych wątpliwości! Ale może właśnie o to chodziło? Może film Hou Hsiao-hsiena stara się rozciągać skostniałe ramy gatunku i włączać w ich obręb przestrzenie, które uchronią go od zastygnięcia w przewidywalnej pozie? Zabójczyni świadomie wyzbywa się pewnych wyróżników tego typu filmów i proponuje swoje własne rozwiązania. Czy to zabójstwo wuxii, czy też jej wskrzeszenie? Ciężko jednoznacznie stwierdzić. Jak zwykle – to pewnie kwestia interpretacji, a tę zostawiam do dyspozycji każdemu z osobna 😉

PS: Jako, że skupiłem się tutaj na sposobie prezentowania historii, a o fabule milczę, to poniżej wklejam opis polskiego dystrybutora:

Opowieść o pięknej zabójczyni, która otrzymuje zadanie, by zgładzić ukochanego.

„Zabójczyni” to najnowsze dzieło Hou Hsiao-hsiena, najbardziej znanego po Angu Lee reżysera z Tajwanu. Ten nagrodzony za reżyserię na zeszłorocznym festiwalu w Cannes film jest wielkim hołdem dla gatunku wuxia – opowieści o legendarnych wojownikach i mistrzach walk wushu.

Historia rozgrywa się w Chinach dynastii Tang. Dziesięcioletnia dziewczynka trafia do klasztoru, w którym zostaje wyszkolona na profesjonalną zabójczynię. Po latach powraca w rodzinne strony, by zrealizować tajną misję. Jej lojalność zostaje wystawiona na ciężką próbę – celem jest miły jej sercu książę. Klasyczną dworską intrygę reżyser opowiada w autorski sposób. Historię o honorze, zdradzie i wierności Hou rozpisuje na detale: spojrzenia zza zasłon, obserwowane z daleka spotkania, chwile milczenia zawieszone pomiędzy słowami. Nie brakuje oczywiście sekwencji walk, fenomenalnie sfotografowanych przez autora zdjęć do „Spragnionych miłości” Wong Kar-waia.

Źródło: http://gutekfilm.pl/film/zabojczyni/ – znajdziecie tam również pressbook, a w nim sylwetkę reżysera oraz wywiad.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s