Inne/Przesłuchane

Modelka. Twarz klipu muzycznego, cz. III (całkiem współcześnie)

Dawid Bowie – The Stars (Are Out Tonight), screen z klipu

Wreszcie! Długie zimowe wieczory nastroiły mnie do siądnięcia przed ekranem komputera i napisania trzeciej (i zarazem ostatniej) odsłony cyklu, w którym główne role odgrywają modelki oraz muzyka. Tym razem nie będziemy świdrować głębi czasu tak intensywnie jak uprzednio i pozostaniemy w dobrze nam znanym XXI wieku. Pośród nazwisk, które jeszcze niedawno uchodziły za wschodzące gwiazdy modelingu, znalazło się również miejsce dla ikon tego zawodu, święcących swoje tryumfy w latach 90. Co ciekawe, te ostatnie pojawiły się w klipach artystek, które w tamtych czasach mogły mieć najwyżej kilka lat! Czyżby – jako małe dziewczynki – marzyły o karierze modelek, dopiero później zbaczając na muzyczne tory? Jedno jest pewnie – bez względu na dziecięce marzenia, największe gwiazdy światowej sceny muzycznej chętnie zapraszają do współpracy profesjonalne modelki.

A jeśli już o największych mowa, to zaczniemy naprawdę z grubej rury!

Beyoncé – Yoncé (z udziałem Chanel Iman, Jourdan Dunn oraz Joan Smalls)

Beyoncé. Tej artystki chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Niewątpliwie jest jedną z najjaśniejszych gwiazd muzyki popularnej i – co warte dodania – już od wielu lat. W dobie spektakularnych, lecz krótkotrwałych karier warto podkreślić jak długo udaje się jej utrzymać na samym szczycie. Być może w świecie modelingu trudniej jest osiągnąć taki staż, ale wielu z nas doskonale pamięta te postaci, które niegdyś zdobiły niejeden wybieg i niejedną okładkę. Choćby i w pamięci takiej Beyoncé utkwiła piątka supermodelek, których szczyt popularności przypadł na lata 90. Czy oznacza to, że artystka właśnie je zaprosiła do swojego klipu? Nie. Tym razem chodzi tylko o inspirację.

Zarówno sama Beyoncé, jak i reżyser klipu do YoncéRicky Saiz – podkreślali, że wpływ na taki o nie inny kształt obrazu miał klip George’a Michaela do utworu Freedom! ’90 (jeśli Wasza pamięć wymaga odświeżenia – odsyłam do pierwszej odsłony zestawienia). Pomysł na klip jest podobny, choć stylistyka, w której został utrzymany, nieco inna. I tym razem do nagrania zaproszono kilka modelek. Uściślając, trzy – Chanel Iman, Jourdan Dunn oraz Joan Smalls. Ponownie zdecydowano się na formułę lip-sync, gdzie modelki poruszają ustami do słów wyśpiewywanych de facto przez Beyoncé. Różnic znajdziemy wiele. Choćby fakt, że w klipie pojawia się sama Beyoncé, stanowi istotną odmienność względem teledysku George’a Michaela (przypominam – ten schował się w cień). Nie bawiąc się dalej w porównania, trzeba przyznać jedno – to, co udało się stworzyć Saizowi, Knowles oraz ww. modelkom jest… niezwykle seksowne (spodziewaliście się czegoś innego?). Ale… kolejny klip może Was rozpalić jeszcze bardziej!

The White Stripes – I Just Don’t Know What to Do with Myself (z udziałem Kate Moss)

Kolejny klip i kolejne duże nazwisko – Kate Moss, ikona modeling. Tym razem uderzamy z (grubej) rury nie tylko w przenośni, ale również dosłownie. Pewnie wielu z Was doskonale wie jaki koncept obrała reżyserka – Sofia Coppola – przy tworzeniu klipu dla zespołu The White Stripes. Chcemy magnetycznego klipu? No to może niech Kate Moss zatańczy na rurze! A że sama zainteresowana nie miała widocznie nic przeciwko, to i stało się. W klipie nie dzieje się nic innego. Tylko czy rzeczywiście jeszcze czegoś potrzeba?

Tym razem Kate nie jest tak grzeczną dziewczynką jak w klipie Eltona Johna. Tutaj nasza bohaterka zdecydowanie pokazuje pazurki, przy okazji pokazując całkiem konkretne połacie swojego ciała. Jeżeli dodatkowo podlejemy wszystko sosem pazura muzycznego, rockowego, to mieszankę wybuchową mamy gwarantowaną! Przeciwko takim eksplozjom nie mam nic przeciwko. A do eksplozji przydatny okazuje się ogień i… benzyna.

Sia – Fire Meet Gasoline (z udziałem Heidi Klum)

Nie rozstajemy się z najgorętszymi nazwiskami zarówno świata muzyki, jak i modelingu! Ostatnim singlem z bestsellerowego albumu Sii Furler, zatytułowanego 1000 Forms of Fear, jest utwór Fire Meet Gasoline. Związek nakręconego doń obrazu ze światem muzyki jest o tyle znaczący, że nie tylko o postać Heidi Klum sprawa się rozbija. Klip jest de facto reklamą bielizny sygnowanej przez nazwisko niemieckiej modelki. Warto wspomnieć, że sama Sia nie była w jakikolwiek sposób zaangażowana w powstawanie video i nie od niej zależał efekt finalny. Czy oznacza to, że widz został uraczony „koszmarkiem”? Spokojnie, nic z tych rzeczy! Reżyser zadbał o estetyczną stronę klipu. Francesco Carrozzini, bo o nim tutaj mowa, w momencie powstawania obrazu do Fire Meet Gasoline, był już świetnie zaznajomiony ze światem mody oraz standardami wizualnymi w nim panującymi. Współpracował uprzednio z takimi tuzami jak Roberto Cavalli czy Ermenegildo Zegna.

Wyświechtany frazes głosi: „każdy znajdzie tutaj coś dla siebie”. Czy każdy, to nie jestem pewien, ale na pewno zarówno miłośnicy płci pięknej, jak i niby-niepięknej. Heidi Klum nie wciela się bowiem w postać samotną. Ma przy swoim boku partnera, którego dzielnie odgrywa Pedro Pascal, znany z serialu Gra o Tron.

A jeżeli ktoś wolałby Heidi bez bielizny, to przypominam również klip do utworu Secret z repertuaru byłego (w momencie powstawania obrazu oczywiście ówczesnego) męża modelki – Seala. Ach ta miłość!

Rihanna – Te Amo (z udziałem Laetitii Casty)

Pozostajemy w temacie miłości. Zmieniamy jedynie jej konfigurację. Przecież nie istnieje tylko jedna opcja! Rihanna w swoim utworze Te Amo, oraz w akompaniującym mu teledysku, porusza temat miłości lesbijskiej. Już sam tekst utworu bardzo precyzyjnie kreśli dwie postaci. Laetitia Casta wciela się w tą, która jest pewna swojej miłości i pożądania względem drugiej kobiety. Z kolei Rihanna targana jest emocjami sprzecznymi, niby unikając kontaktu, lecz niekiedy ustępując swojej uwodzicielce. Scenerią dla tej historii jest XVI wieczny zamek w niewielkiej francuskiej miejscowości Vigny. Wybór tego miejsca niewątpliwie nadaje całości gotyckiego klimatu, w którym obie panie świetnie się odnalazły.

Przypominam, że Laetitia Casta pojawiła się już w pierwszej odsłonie tego cyklu, przy okazji klipu do Baby Did a Bad Bad Thing Chisa Isaaka. Co ciekawe, tam również uwodziła, chociaż owo uwodzenie było jednoznacznie seksualne, pozbawione erotyzmu i namiętności, ukazanych w Te Amo. Które uwodzenie lepsze? Pozostawiam to do Waszej oceny.

Taylor Swift – Bad Blood (czyli wiele modelek w jednym worku)

Przechodzimy do kolejnego duetu damsko-damskiego. Miłość odstawiamy na bok. Tym razem skupimy się na pokrewnej przyjaźni, a żeby nie było nudno i miałko będzie to fałszywa przyjaźń! Wspomniany wyżej duet to tylko początek, później się nieco zagęści a duet przekształci się w całą zgraję (modelek i nie tylko).

Taylor Swift uknuła sobie bardzo konkretny scenariusz klipu do singla Bad Blood. Knowanie jest zresztą punktem zawiązującym całą akcję. Tym razem knuje jednak ktoś inny – Selena Gomez. Wcale nie pomyliłem klipów! Kto nie wierzy (i nie widział), niech wciśnie youtubowe play. Wyżej wymieniona wciela się w jedną z postaci klipu – „serdeczną” przyjaciółkę niejakiej Catastrophe (w tej roli Swift). Już w pierwszej minucie obrazu okazuje się, że przyjaźń bywa zwodniczą. Selena dąży do celu po trupach, nawet jeśli ma to być trup jej partnerki (w boju). Gdy już źli mężczyźni zostali pokonani, do wyeliminowania została tylko ona… Dla jednych na szczęście, dla innych wręcz przeciwnie, los nie lubi takiego zdradziectwa i nie dopuszcza do katastrofy, Katastrofę ocalając. Cóż, tak niecnego czynu w zapomnienie puścić nie można. Trzeba zaplanować zemstę! A do realizacji planu przydadzą się sojusznicy… Panna Swift wybrała sobie sojuszników nie byle jakich, z pewnością wyględnych, a posiadających i wiele innych zdolności. W tym zacnym gronie znalazło się miejsce dla kilku modelek, są nimi: Gigi Hadid, Karlie Kloss, Lily Aldridge, Serayah McNeill, Martha Hunt, Cara Delevinge oraz Cindy Crawford. A wszystkie nieustraszone i gotowe do walki!

Na marginesie: w ostatnich latach powstało parę klipów, w których można zobaczyć tak pokaźną liczbę modelek, ale jakoś-takoś w moim zestawieniu padło właśnie na ten.

Zayn – Pillowtalk (z udziałem Gigi Hadid)

Pół roku później. Ta sama modelka (jedna z). Inny klip. Zayn obrał zupełnie odmienną strategię, względem chwilę temu opisanej. Młody wokalista postanowił nie otaczać się wianuszkiem modelek i zdecydował się na jedną wybrankę serca. Oczywiście ów wybór dokonał się tylko na potrzeby klipu! I choć cały czas mówimy o płaszczyźnie czysto profesjonalnej, to aż boję się sobie wyobrazić, jak wiele fanek Zayna znienawidziło Gigi Hadid, zobaczywszy video do Pillowtalk. Uprzednio użyte przeze mnie określenie „wybranka serca” nie jest w tym kontekście przypadkowe. Tak, tak – nasza dwójka nie odgrywa w klipie rodzeństwa…

Pozornie, w obrazie wyreżyserowanym przez Bouhę Kazmiego nie dzieje się wiele – jakieś macanki, całowanki, spojrzenia rzucane niekiedy prosto w oko kamery, niekiedy gdzieś obok. A to wszystko przyozdobione komputerowymi tłami, efektami, bajerami, filtrami… No właśnie! Tego przyozdobienia jest duuużo. Właściwie posługiwanie się terminem „ozdobnika” jest tutaj raczej chybione, bo to właśnie ten cały wizualny sos zdaje się być istotą klipu do Pillowtalk. Wszystko wygląda tak, jak gdyby twórcy obrazu postanowili połączyć coś, co znamy pod pojęciem klipu muzycznego, z inną projekcją wideo, nieodłącznie związaną z muzyką – wizualizacją. Zarówno taką tworzoną przez profesjonalistów na zamówienie (jako oprawa koncertów), jak i generowaną automatycznie przez wtyczki do odtwarzaczy muzycznych. Wyszło efektownie i ciekawie, czy efekciarsko i śmiesznie?

Mam wrażenie, że w przypadku muzyki utknęliśmy na stronicach jednej bajki. Czas przeskoczyć parę stron do przodu, porzucić najgorętsze nazwiska muzycznego mainstreamu i… zmienić płytę. Wracamy do rockowego pazura!

Yeah Yeah Yeahs – Sacrilege (z udziałem Lily Cole)

Nie będę się z tym krył. Jeżeli chodzi o tę część muzyczno-modowego zestawienia, oto jeden z moich faworytów (kolejny będzie już za chwilę). Członkowie zespołu Yeah Yeah Yeahs postanowili ustąpić miejsca (przed obiektywem) innym i sami nie pojawiają się w klipie do singla Sacrilege. Jest za to Lily Cole, dla której – co warto dodać – nie jest to debiut aktorski. Brytyjskiej modelce towarzyszy cała plejada jej wybranków. No dobrze, pomieszałem nieco rzeczywistość z fikcją – wybranków odgrywanej przez nią postaci. Mamy do czynienia z bohaterką o wielkim sercu, która chętnie obdarowuje swoją miłością wielu. I nie ogranicza się w żaden sposób! Stary czy młody, kobieta czy mężczyzna, wolny czy zaślubiony z Jezusem… To wszystko nie ma znaczenia. Każdy jest brany pod uwagę. Czy potrzeba specjalnego podania? Ależ skąd! Wystarczy tylko być gdzieś w pobliżu.

Miłosne podboje naszej bohaterki są przedstawione w dość niespotykany – w przypadku klipów muzycznych – sposób, tj. w odwróconej chronologii. Kto lubi od tyłu, powinien być zatem zadowolony. Finał historii poznajemy już w pierwszych sekundach obrazu. Czy warto było być aż tak rozrzutną w miłości? Odpowiedź na to pytanie wydaje się jednoznaczna, ale klip nie odsłania tak zupełnie wszystkiego. Mnie trapi inna zagwozdka – jak ma na imię postać odgrywana przez Lily Cole? Gdyby była Polką, obstawiałbym Jagnę…

Stamtąd już się nie wraca, czyli piękna śmierć

Klip niedostępny na youtube – odsyłam zatem

Powyższy nagłówek niewiele zdradza, ale nie będę Was trzymał w niepewności i od razu zerwę zeń zasłonę tajemnicy. Posłuchamy singla Can’t Go Back z repertuaru Primal Scream i sprawdzimy jak widzi go Kim Gehrig, reżyserka klipu do ww. kawałka. Może zacznijmy od obsady. Obok wokalisty Primal ScreamBobby’ego Gillespie – na ekranie pojawia się plejada brytyjskich piękności. Wychodzi na to, że mam słabość do Lily Cole, bo to właśnie ona stanowi pomost pomiędzy obydwoma moimi ulubieńcami. W tym przypadku rudowłosej modelce towarzyszą trzy koleżanki po fachu – Alice Dellal, Kiera Gormley i Rosemary Ferguson. Towarzyszą i dzielą ciężki los ofiary. Ktoś tutaj ma bowiem słabość nie tylko do tej jednej, wybranej, ale do pięknych kobiet in genere. Ktoś postanawia zatrzymać owo piękno w niewzruszonej pozie, śmiertelnie niewzruszonej…

Twórcy klipu czerpią od mistrza grozy – Dario Argento – i próbują odtworzyć klimat kultowych horrorów reżysera (z Suspirią na czele). Moim zdaniem, próba ta jest niezwykle udana. Intensywne barwy świateł, klaustrofobiczne korytarze, zorientowanie na detal. Jest i surrealistycznie i nieco psychodelicznie, a już na pewno w klimacie retro. I ta wszechobecna śmierć… Taka piękna!

David Bowie – The Stars (Are Out Tonight) (z udziałem Iselin Steiro, Andrei Pejić oraz Saskii de Brauw)

Za kilka dni szykuje nam się okazja do świętowania! Klip do utworu The Stars (Are Out Tonight) zadebiutował dokładnie 25 lutego 2013 roku. Po upływie tych pięciu lat, warto go sobie odświeżyć. Obraz wyreżyserowała Floria Sigismondi, dla której nie była to pierwsza okazja do współpracy z Davidem Bowie. Ta dwójka połączyła już niegdyś swoje siły przy okazji klipów do dwóch singli z dwudziestego albumu artysty, zatytułowanego Earthling.

No dobrze, to może przejdźmy do modowych akcentów. Jest ich kilka, dokładnie trzy. A wszystkie z krwi i kości! Przedstawiam zatem: Andreja Pejić, Saskia de Brauw oraz Iselin Steiro. Co warte zaznaczenia, jedna z ww. – Iselin Steiro – wcieliła się w rolę samego Davida Bowiego (za młodu)! Ten prawdziwy także pojawia się w klipie i toczy w nim miłe, rodzinne życie z Tildą Swinton (ta w roli małżonki). Rok, w którym powstał klip był również przełomowym czasem dla Andreji Pejić, która w momencie kręcenia obrazu pojawiła się w nim de facto (i oficjalnie) jako Andrej Pejić. Zapewne ci, którzy interesują się światem mody pamiętają, że jednym z gorętszych tematów w branżowych mediach był coming out Andreji, jako transseksualnej kobiety, oraz następująca po nim operacja zmiany płci. Tytuł utworu Bowiego nabiera tym samym dwojakiego znaczenia…

LP – Lost on You (z udziałem Laury Hanson Sims)

Czasami zdarza się tak, że modelka zyskuje na popularności właśnie dzięki udziałowi z klipie muzycznym. Odnoszę wrażenie, że dokładnie tak ma się sprawa z Laurą Hanson Sims. Chociaż świat mody dostrzegł ją już dawno i pracowała ona dla światowych marek, to ciężko mówić tutaj o sławie na miarę Kate Moss czy Gigi Hadid. Dla większości osób, nieśledzących nowych twarzy w świecie modelingu, Laura Hanson Sims z pewnością pozostawała osobą anonimową, pomimo niewątpliwych sukcesów.

Dopiero udział w klipie do utworu Lost on You z repertuaru LP przyniósł ze sobą diametralne zmiany. Nagle wszyscy zaczęli się zastanawiać kim jest rudowłosa piękność, odgrywająca główną rolę w obrazie nakręconym do singla, święcącego przecież ogromne triumfy na przeróżnych listach przebojów. Tak naprawdę to nie wiemy o niej zbyt wiele i być może ten fakt powoduje, że Hanson Sims wciąż działa na wielu jak magnes. Cóż, czasami nie warto odkrywać przed światem swoich tajemnic… Ale ja zdradzę, że przed nami już ostatni klip muzyczno-modowego zestawienia, które przygotowałem.

Karen O. dla Kenzo (z pomocą m.in. Kiko Mizuhary)

Ostatni z prezentowanych klipów jest nie tylko najnowszy, ale również najsilniej powiązany ze światem mody. Myślę, że nawet wykorzystanie utworu Fire Meet Gasoline przez Heidi Klum nie stanowi tak silnego związku, jak ten prezentowany tutaj.

A było to tak: marka Kenzo postanowiła sięgnąć po dość niebanalną formę promocji i zdecydowała się na nagranie oficjalnej piosenki. Jako że żaden z pracowników domu mody nie prezentował odpowiedniego poziomu muzycznego, stwierdzono, że najlepszym wyjściem będzie zamówienie utworu u profesjonalnego muzyka. Pojawił się kolejny dylemat – kogo wybrać? Kenzo postanowiło podkreślić zarówno swoje korzenie, jak i pozycję na międzynarodowym rynku mody. Jak wiadomo, marka wywodzi się z Azji, która – bądź co bądź – znajduje się (geograficznie) z dala od światowych centrów mody, usytuowanych w Europie oraz Ameryce Północnej. Mimo to, udało jej się skutecznie wtargnąć na arenę międzynarodową i wypracować pozycję jednego z najbardziej znanych domów mody. Która postać sceny muzycznej łączy w sobie Europę, Azję oraz Amerykę Północną? Odpowiedź brzmi: Karen O. Amerykańsko-Koreańsko-Polska [ha! Polska jest modowa i vogu(l)e] wokalistka nagrała, specjalnie dla Kenzo, utwór Yo! My Saint. Twórcy klipu – idąc za ciosem – postanowili, że obsada klipu doń powstałego złożona będzie wyłącznie z przedstawicieli największego kontynentu. Świat mody dzielnie reprezentuje Kiko Mizuhara. Jeśli chcecie poznać resztę, naciśnijcie play i cieszcie oczy kolaboracją Kenzo + Karen O.

Yyyyy… wychodzi na to, że dobrnęliśmy do końca. Łatwo nie było. Przeszkód wiele, z których największą było moje lenistwo, ale widocznie nawet ono nie jest nieugięte. Kłaniam się pińknie!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s